RSS
wtorek, 10 listopada 2015

Długo się zbierałam do tego wpisu. Irki już nie ma. 14 czerwca uśpiłam ją. Jest pochowana w ogrodzie u mojej mamy pod wielką dziką czereśnią. Nie przypuszczałam, że nie dożyje 6 lat. Przez myśl by mi nie przeszło, że to się tak skończy. A wyglądało banalnie - w maju 2014 roku na brzuszku pojawiła się mała narośl. Została usunięta. Jesienią pojawiła się znowu i bardzo szybko rosła. Też została wycięta, a wyniki histopatologii powaliły mnie na łopatki - mastocytoma II stopnia, czyli rak skóry. Myślałam, że wyczerpałam limit nowotworów w naszej rodzinie... Od listopada do czerwca Irka zażywała Encorton, po którym była jeszcze głodniejszym psem niż kiedykolwiek. O ile można to sobie wyobrazić.

Wiosną kiedy robiłam Irce kontrolne prześwietlenie, okazało się, że w brzuchu znajduje się guz wielkości ok. 7 cm i niewykluczone, że zajęta jest wątroba. Encorton pustoszył organizm psa, ale dzięki niemu Irka w ogóle żyła. I tak do czerwca, kiedy pewnego dnia jej stan mocno się pogorszył. Nie czekałam, aż będzie ekstremalnie źle. Irka odeszła mocno przytulona do mnie. Przestała cierpieć.

Była moim biszkoptowym szczęściem. Razem przeżyłyśmy mnóstwo niezapomnianych chwil. Każdy kąt w mieszkaniu mi ją przypomina. Staram się koncentrować na radosnych doświadczeniach, zamiast pielęgnować smutek, choć bywa różnie. Moje biszkoptowe szczęście, tęsknię za Tobą. I do zobaczenia, mam nadzieję, że mnie rozpoznasz!

22:50, ciekawa_psa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 maja 2013

Niedzielny spacer z Irką. Łąki i ogromne pole zboża - o tej porze roku sięgającego do kolan. Upał jak diabli. Irka pasie się wśród traw, nagle zaczyna biec i się cieszyć - ale nie w naszą stronę - w kierunku środka pola. I nagle spośród morza trawy wyłania się naga pierś kobieca... Słyszę też męski głos odganiający psa. Irka zaczęła się rozkręcać...

W tym czasie dyskretnie odwróciłam się na pięcie i niezauważona przez nikogo udałam się w przeciwną stronę. Czyj to pies? - zapytałam męża. On też nie wiedział.

 h

 

Upajaliśmy wzrok ciekawymi widokami - w oddali Kościół Mariacki, a na horyzoncie góry

g

Pytanie - dlaczego niedziele tak szybko się kończą?

 

W poniedziałek rano - klasyka. Budzę się bladym świtem z pełnym pęcherzem i zamkniętymi oczami biegnę do łazienki, po drodze plask, świst, gwizd, gwiazdy i skowronki. Przejechałam przez cały przedpokój na częściowo przetrawionym zbożu, zatrzymałam się na ścianie. Irka, ja Cię kiedyś zjem!

Tagi: labrador
09:18, ciekawa_psa
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2013

Nie było mnie tu od maja, ale pora nadrobić zaległości. Od paru dni Irka jest z powrotem ze mną, przez ponad pół roku mieszkała u mojej mamy. Dosyć poważnie się rozchorowałam (więcej info tutaj), ale powoli wracam do świata żywych :-)

Na początek moje ulubione zdjęcie sprzed dwóch tygodni. Leżymy wymęczone po długim spacerze na wsi. Irka i ja :-)

Irka

Tagi: labrador
10:35, ciekawa_psa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

Ciekawa jestem, do kogo/czego porównują swoje sierściuchy inni ich właściciele. Czy to aniołków, słoneczek, rybeczek i innych słodkich zjawisk, czy np. do warchlaka albo krowy? Jestem ciekawa, bo Irka tutaj już była warchlakiem, a dzisiaj chciałabym zaprezentować jej nową wersję - krowiastą.

Spacer jest tym, co Irka - oczywiście oprócz świętego żarcia - kocha najbardziej. Wystarczy ją spuścić ze smyczy i pies z prędkością światła zaczyna się przemieszczać w różnych płaszczyznach. Za każdym razem nie mogę się na to napatrzeć. Irka w ruchu jest cudownym widokiem i perspektywą spokojnego wieczoru (zmęczona śpi w swoim kojcu, a nie rozpycha się na kanapie). Jednak wiosną wszystko się zmienia. Wiosną priorytetem dla mojego sierściucha staje się trawa, a najlepiej młode zboże. I nie chodzi tutaj o bieganie w trawie czy skakanie przez ozime żytko lecz łapczywe pochłanianie tychże. Szybko, jak najwięcej, chap chap. Nic więcej się nie liczy... Wujek Google mówi, że brakuje jej witamin, dlatego żre trawę. Ja mam na to inną teorię. Mnie przyjemną - dla mnie.

To ma miejsce zazwyczaj między 4 a 5 rano, kiedy przewracam się z jednego boku na drugi. Słyszę tylko głośne ble ble bleeeeeeeeeeeeee, a potem szybkie chap chap chap. Długi dźwięk bleeee oznacza wydalanie górnym odcinkiem układu pokarmowego wielkiego zbitego elementu trawiastego, po czym pies próbuje wygrzebać z tego resztki kolacji, aby się nie zmarnowały. Niestety, nie jest to obieg zamknięty i trawa zostaje na podłodze. Za każdym razem przewracając się na drugi bok myślę sobie: "pamiętaj, Irka rzygała" i za każdym razem rano idąc do łazienki na boso (kto by wkładał papcie) wdeptuję w częściowo przetrawioną trawę/zboże. Jako pobudka - działa świetnie i już kawy nie trzeba ;-)

A serio - dlaczego psy jedzą trawę?



wtorek, 20 marca 2012

Mój pies przypomina warchlaka. Łatwiej go przeskoczyć niż obejść. Rozumiem, że zwierzęta upodabniają się do właścicieli, ale myślę, że Irka już przegoniła swój wzór. I brnie dalej, a im dalej, tym większy apetyt.

Jesteśmy w tym tygodniu na wsi, rozkoszujemy się spacerami, początkiem wiosny i słońcem, a także kuchnią mojej mamy. Dziś w moim menu na obiad są gołąbki w liściach ukiszonej całej kapusty, z nadzieniem z mięsa mielonego, pęczaku, pieczarek i odrobiny boczku wędzonego. Mama poszła rano do sklepu, zrobiła zakupy. Wróciła, wyciągnęła z siatki zawinięty w folię boczek, aby pokazać, jaki ładny udało jej się zdobyć. Odwinęła, zobaczyłam wielki kawał mięsa (ok. 1 kg), ale nawet nie zdążyłam powąchać. Irka była pierwsza. Kilogram wędzonego boczku zniknął w czeluści jej paszczy. Szybko wsadziłam rękę, aby go stamtąd wyciągnąć, ale było za późno. Ona go nawet nie pogryzła, tylko jak na krokodyla przystało zrobiła jedno wielkie chap! Zęby zatrzymały się na mojej ręce...

Kilogram boczku. Jestem załamana :-/

niedziela, 12 lutego 2012

Zima jest cudowną porą roku na spacery z Irką. Tylko wieczorami bywa gorzej, bo trudno ją zauważyć w białym śniegu - wtedy ubolewam, że Irka nie ma ciemnego umaszczenia. Ale zaraz mi to przechodzi, jak tylko wyobrażę sobie miliony jej kłaków na jasnych podłogach w domu.

Tym razem spacer z 10-metrową linką, albowiem Irka ma cieczkę.

Zagadka - gdzie jest pies jak go nie ma, czyli zabawa w chowanego ;)
fh

Zawsze mówiłam, że Irka to diabeł we wcieleniu aniołka... Tu wyszła jej prawdziwa natura...
hj


Zagadka nr 2 - co Irka ma w pysku?
dfg

No? Co w lutym pies może znaleźć między blokami?
fgj

Wygrał pan w drugim rządku z lewej! Brawo! Tak, Irka trzyma w pysku reminiscencję Bożego Narodzenia, czyli łeb od karpia... Nie było łatwo jej odebrać takiej pyszności...


czwartek, 12 stycznia 2012

Ot Ireczka zobaczyła panią w jasnym płaszczu...

15:37, ciekawa_psa
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2011

Spokojnie, Irka żyje i ma się nieźle :)
Krajobraz bez Irki to ogromne zaskoczenie i rozczarowanie regulaminami polskich parków narodowych, które zakazują wstępu na swój teren psom. Oznacza to, że nie mogłam jechać z Irką w Bieszczady i nawet prowadzić jej na smyczy na szlaku. W takie miejsca pies nie ma wstępu. Dlaczego? Złość nie pozwoliła mi doczytać. Taki zakaz wydaje mi się absurdalny. Bo ani psy nie zanieczyszczają terenu bardziej niż inne zwierzęta, ani nie robią kupy na środku ścieżki, a park jest otwartą ekosferą i nie jest obwarowany murem. Dziwne.

Wyjazd bez Irki był i tak świetny - w środku listopada Bieszczady odkryły przede mną nieznane widoki. Zupełnie inaczej wyglądają nawet w październiku. Z Irką byłoby jeszcze więcej okazji do śmiechu i radości. Ale jak mawia moja mama - jak się nie ma co się lubi ,to się lubi, co się ma. W tym przypadku potwierdzam. I oto jak wygląda świat bez psa...

adf

 

adf

 

fg

 

fg

 

fdg

 

sfgh

 

fgj

środa, 16 listopada 2011

Kiedy Ewa zadzwoniła z pytaniem, czy może mnie odwiedzić z dziećmi, bardzo się ucieszyłam. Nie widziałyśmy się kupę czasu, mocno się stęskniłam. Radość jednak delikatnie zaburzyło stwierdzenie Ewy, że dzieci bardzo chciałyby poznać Irkę. Od razu w wyobraźni zobaczyłam krwawe sceny, podczas których mściwa Irena rozszarpuje Kacpra i Agatkę, a następnie przełyka ich zmasakrowane członki... - Stop takim fantazjom! - skarciłam się w myślach i zaczęłam jak mantrę powtarzać – Labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador...
Na dzień przed spotkaniem Ewa powiedziała optymistycznym głosem, niezdającym sobie zupełnie sprawy z mojego przerażenia, że dzieci nie mogą się doczekać aż poznają dużego psa! Na moment zamarłam, a fantazje osaczyły mnie jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. – Labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador...

Dies irae

Na dźwięk domofonu Irka ledwie zbiera zakręty w dzikim pędzie do drzwi. I zaczyna skakać z podniecenia – IDĄ GOŚCIE! Dzwonek do drzwi to już apogeum jej radości. Tak jest za każdym razem i pies jest najbardziej oburzony, jak przychodzi listonosz, którego nie wpuszczam za próg. A tak by sobie poskakała z nieznajomym...
Tym razem było podobnie. Ale widok małych dzieci - na które Irka reaguje podobnie jak na psy, czyli chce je dorwać, bawić się, skakać, podgryzać itp. - sprawił, że musiałam ją bardzo mocno trzymać za obrożę, a następnie zamknąć na balkonie. Niestety, po 15 minutach odwiedził mnie sąsiad z uwagą, że mój pies znajduje się na balkonie i strasznie szczeka. - Taaak? - zareagowałam niezbyt mądrze. Przeprosiłam, wpuściłam psa do pokoju i pomyślałam – Niech się dzieje wola nieba...
I dalej wszystko potoczyło się inaczej niż sobie wyobrażałam. Irka, która jest impulsywnym psem, pełnym energii i braku wyczucia przy małych dzieciach wykazała się nieznanym mi dotąd taktem, delikatnością i ostrożnością. Agatka i Kacper karmili ją chrupkami – brała po jednej z taką gracją, że omal nie padłam z wrażenia. Szczyt delikatności i anielskiego usposobienia. Jak ja jej daję coś do żarcia z ręki, to mam wrażenie, że gdybym na czas nie odsunęła dłoni, odgryzłaby mi ją do łokcia... A tutaj – coś nieprawdopodobnego!!! Zresztą, co się będę rozpisywać. To zdjęcie mówi samo za siebie....
Naprawdę, to jest Irka. Irka vel Ocurwieniec.
fg

PS. Ewa, nie mogę się doczekać następnej wizyty :)




Tagi: labrador
17:08, ciekawa_psa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 października 2011

Akt pierwszy i ostatni

Zapada zmierz. Podkrakowskie łąki, żywego ducha. Idzie on, ona i pies (bez smyczy). Irka dostrzega innego psa. Z bardzo dużej odległości. Więc chodu - jak tajfun biegnie ile sił w nogach.

On: Ale zapierdala
Ona: No, zapierdala
On: A wyhamuje?
Ona: Jak zawsze pewnie nie
On: A jak zrobi krzywdę temu psu?
Ona: E, nie zrobi. To raczej on by jej zaszkodził, gdyby się okazał takim np. amstafem. WIesz, widziałam kiedyś labradora, któremu amstaf wyszarpał pół boku. Straszne
On: No, straszne

Irka skacze po napotkanym psie, który od czasu do czasu strasznie ją ofukuje. To suczka w trakcie cieczki o nazwie Draka. Rozmowa między Onem, Oną i Panem, wątek o sterylizacji

Ona: Dobrze że powiedział pan o tych minusach sterylizacji
Pan: Mówię pani, nie warto. Każdy weterynarz pani doradzi, bo to kasa dla nich
Ona: No, zgadza się. Czyli nie będzie pan sterylizował Draki?
Pan: Nie zamierzam
Ona: A jakiej rasy jest Draka
Pan: Amstaf
Ona: Że co?
On: (szeptem) Spierdalamy
Pan: (zwraca się do Draki i pokazuje w kierunku Irki) Draka, bierz ją (Irka ucieka) Kolacja ci ucieka, a już nie chce mi się wieczorem gotować.

Epilog

Każdy spacer uczy i wnosi coś cennego do światopoglądu, wiedzy merytorycznej czy innych kwestii epistemologicznych. Dzisiejszy morał brzmi: Amstaf wcale nie musi zeżreć naraz Irki. Może to zrobić powoli przeżuwając młode jędrne i ciut otłuszczone mięsko Ocurwieńca. Może się również zaprzyjaźnić z labradorem. Ament :)



23:04, ciekawa_psa
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7