Blog > Komentarze do wpisu

Ujarzmiona i pokonana

Kiedy Ewa zadzwoniła z pytaniem, czy może mnie odwiedzić z dziećmi, bardzo się ucieszyłam. Nie widziałyśmy się kupę czasu, mocno się stęskniłam. Radość jednak delikatnie zaburzyło stwierdzenie Ewy, że dzieci bardzo chciałyby poznać Irkę. Od razu w wyobraźni zobaczyłam krwawe sceny, podczas których mściwa Irena rozszarpuje Kacpra i Agatkę, a następnie przełyka ich zmasakrowane członki... - Stop takim fantazjom! - skarciłam się w myślach i zaczęłam jak mantrę powtarzać – Labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador...
Na dzień przed spotkaniem Ewa powiedziała optymistycznym głosem, niezdającym sobie zupełnie sprawy z mojego przerażenia, że dzieci nie mogą się doczekać aż poznają dużego psa! Na moment zamarłam, a fantazje osaczyły mnie jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. – Labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador to najbardziej rodzinny pies spośród wszystkich ras, labrador...

Dies irae

Na dźwięk domofonu Irka ledwie zbiera zakręty w dzikim pędzie do drzwi. I zaczyna skakać z podniecenia – IDĄ GOŚCIE! Dzwonek do drzwi to już apogeum jej radości. Tak jest za każdym razem i pies jest najbardziej oburzony, jak przychodzi listonosz, którego nie wpuszczam za próg. A tak by sobie poskakała z nieznajomym...
Tym razem było podobnie. Ale widok małych dzieci - na które Irka reaguje podobnie jak na psy, czyli chce je dorwać, bawić się, skakać, podgryzać itp. - sprawił, że musiałam ją bardzo mocno trzymać za obrożę, a następnie zamknąć na balkonie. Niestety, po 15 minutach odwiedził mnie sąsiad z uwagą, że mój pies znajduje się na balkonie i strasznie szczeka. - Taaak? - zareagowałam niezbyt mądrze. Przeprosiłam, wpuściłam psa do pokoju i pomyślałam – Niech się dzieje wola nieba...
I dalej wszystko potoczyło się inaczej niż sobie wyobrażałam. Irka, która jest impulsywnym psem, pełnym energii i braku wyczucia przy małych dzieciach wykazała się nieznanym mi dotąd taktem, delikatnością i ostrożnością. Agatka i Kacper karmili ją chrupkami – brała po jednej z taką gracją, że omal nie padłam z wrażenia. Szczyt delikatności i anielskiego usposobienia. Jak ja jej daję coś do żarcia z ręki, to mam wrażenie, że gdybym na czas nie odsunęła dłoni, odgryzłaby mi ją do łokcia... A tutaj – coś nieprawdopodobnego!!! Zresztą, co się będę rozpisywać. To zdjęcie mówi samo za siebie....
Naprawdę, to jest Irka. Irka vel Ocurwieniec.
fg

PS. Ewa, nie mogę się doczekać następnej wizyty :)




środa, 16 listopada 2011, ciekawa_psa
Tagi: labrador

Polecane wpisy