Blog > Komentarze do wpisu

Dramat w jednym akcie z happy endem

Akt pierwszy i ostatni

Zapada zmierz. Podkrakowskie łąki, żywego ducha. Idzie on, ona i pies (bez smyczy). Irka dostrzega innego psa. Z bardzo dużej odległości. Więc chodu - jak tajfun biegnie ile sił w nogach.

On: Ale zapierdala
Ona: No, zapierdala
On: A wyhamuje?
Ona: Jak zawsze pewnie nie
On: A jak zrobi krzywdę temu psu?
Ona: E, nie zrobi. To raczej on by jej zaszkodził, gdyby się okazał takim np. amstafem. WIesz, widziałam kiedyś labradora, któremu amstaf wyszarpał pół boku. Straszne
On: No, straszne

Irka skacze po napotkanym psie, który od czasu do czasu strasznie ją ofukuje. To suczka w trakcie cieczki o nazwie Draka. Rozmowa między Onem, Oną i Panem, wątek o sterylizacji

Ona: Dobrze że powiedział pan o tych minusach sterylizacji
Pan: Mówię pani, nie warto. Każdy weterynarz pani doradzi, bo to kasa dla nich
Ona: No, zgadza się. Czyli nie będzie pan sterylizował Draki?
Pan: Nie zamierzam
Ona: A jakiej rasy jest Draka
Pan: Amstaf
Ona: Że co?
On: (szeptem) Spierdalamy
Pan: (zwraca się do Draki i pokazuje w kierunku Irki) Draka, bierz ją (Irka ucieka) Kolacja ci ucieka, a już nie chce mi się wieczorem gotować.

Epilog

Każdy spacer uczy i wnosi coś cennego do światopoglądu, wiedzy merytorycznej czy innych kwestii epistemologicznych. Dzisiejszy morał brzmi: Amstaf wcale nie musi zeżreć naraz Irki. Może to zrobić powoli przeżuwając młode jędrne i ciut otłuszczone mięsko Ocurwieńca. Może się również zaprzyjaźnić z labradorem. Ament :)



wtorek, 04 października 2011, ciekawa_psa

Polecane wpisy